Weekend kwietniowo - majowy, Hamburg, część 2. W szatni odpoczywałam do dziewiątej, o dziewiątej, owinięta w duży, kąpielowy ręcznik zaczęłam być prowadzona przez opiekującą się mną dziewczynę. Jedno, co się zorientowałam, szłyśmy na tym samym poziomie, po czym doszłyśmy do drzwi, otworzyła je, było to coś w rodzaju przedpokoju. Tam poleciła mi zdjąć ręcznik, po czym otworzyła drzwi i gasząc światło powiedziała - wchodź. Weszłam w pełną ciemność, to nie był nawet mrok, była to całkowita ciemność, w której nie widziałam nic.
Poczułam na sobie czyjeś ręce. Miało to być spotkanie z "Namiętnymi koleżankami" więc powinny to być ręce damskie. Nie było to w tym momencie ważne. Nic nie widziałam, ale usłyszałam głos - przed Tobą stolik, na którym masz się położyć. Rzeczywiście, wyczułam stolik, obróciłam się i położyłam. W tym momencie poczułam na sobie kilka par rąk, a ze chwilę kilkoro ust. jedne usta zbliżyły się do moich ust i delikatnie zaczęły je muskać. Poczułam usta na brodawkach z jednej i z drugiej strony, po chwili poczułam jakiś języczek w zagłębieniu pępkowym. Aż nastąpił ten moment kulminacyjny, poczułam, że mam rozszerzane nogi i czyjeś usta wsunęły się, sięgając cipki. Niczego w tym momencie nie rozumiałam, ale zaczęło mi być dobrze, a przede wszystkim zaczęłam się mocno podniecać. Jak to zawsze u mnie bywa, brodawki zrobiły się jak średniej wielkości truskawki i cały czas uwijały się wokół nich jakieś języki. Ale najważniejsze było to, że cały czas buszowały jakieś usta w mojej cipce. Zaczynałam być mocno podniecona, zaczęłam się już wiercić na wszystkie strony, ale nie dawałam rady ruszyć się. Te wszystkie języki, które miałam również swoje ręce, które bardzo mocno przytrzymywały mnie do tego stołu. Przyszedł moment pełnego podniecenia, zaczynałam się wiercić, ale to niczego nie zmieniało. Kilka par kobiecych rąk trzymało mnie w tej pozycji lezącej a ja odpływałam w pełnym orgaźmie. Nawet głośno nie byłam w stanie jęczeć, bo usta miałam zamknięte naprawdę namiętnym pocałunkiem. Ale przyszedł moment, że usta całujące mnie odsunęły się i mogłam głośno jęczeć. Nagle, nie wiem, czym to było spowodowane usłyszałam trzask i gdzieś w głębi tego pomieszczenia zapaliła się zapałka, a od niej świeczka. Ale kobiety pieszczące mnie nie przerywały swoich pieszczot ani na moment, tyle tylko, że zmieniła się ta kobieta, która pieściła moją cipkę. Po chwili zapaliła się druga świeczka i unosząc trochę głowę, mogłam w zarysie rozpoznać kilka postaci. Kiedy zaczęłam ponownie głośno jęczeć z dużego podniecenia, zapaliła się trzecia świeczka, a za pewien czas czwarta. Wówczas mogłam cokolwiek zobaczyć. Nie byłam w stanie ocenić tego pomieszczenia, ale w tym mroku wyłowiłam kilka kobiecych postaci, które były poubierane w czarne trykoty i miały na głowach kominiarki z otworami na oczy i nos z ustami. Nic z tego nie rozumiałam, ale nie było to w tym momencie ważne, bo nagle wszystkie odstąpiły od tego stołu, natomiast podeszła inna, miała w ręku trzcinkę. Poprowadziła mnie najpierw do stołu, gdzie stały szklanki i wskazując mi szklankę, poleciła wypić, następnie pokazała mi kierunek, w którym mam się udać. Po kilku krokach ujrzałam przed sobą fotel, w nim siedziała kobieta z rozszerzonymi nogami. Zrozumiałam, teraz czas na rewanż. Nie miałam wyjścia, tylko wkleiłam się w wystawioną cipeczkę, była to "młoda", można powiedzieć "smaczna" cipeczka, więc bez żadnych oporów zaczęłam ją pieścić. Okazało się, że to była "przynęta" bo w momencie, kiedy ja zaczęłam pieścić podstawiona mi cipeczkę, do mojej cipki też ktoś się dobrał. Czyjeś zręczne rączki zarówno dotykały mojej łechtaczki, jak i znalazły sposób zagłębienia się w moją dziurkę. Znowu zaczęłam być podniecona, ale nie mogłam nić zrobić, bo byłam zobowiązana pieścić swoją partnerkę. Im ja byłam bardziej podniecona, tym mocniej wciskałam się w muszelkę partnerki, penetrując językiem jej dziurkę. Aż przyszedł mój orgazm i z cipki mojej zaczęły sączyć się obficie soki. Wówczas te pieszczoty zostały przerwane. Ponownie mogłam się napić ze wskazanej szklaneczki, ale już po pierwszej szklaneczce byłam jakby lekko odurzona. Po krótkim czasie okazało się, że to był koniec "miękkich i przyjemnych" pieszczot. Kiedy ja pieściłam swoją partnerkę zostały zapalone jeszcze dwie świece, w pomieszczeniu panował jeszcze dość głęboki półmrok, ale już dało się rozróżniać poszczególne osoby. Ponownie wylądowałam na tym samym stole i ponownie obecne w pomieszczeniu kobiety zaczęły mnie pieścić...